Shelly Bombhsell to nałogowa kolekcjonerka szkicowników, która zamieniła to w pełnoetatowe rozrabianie. Tworzy sztukę tak nagłą, głośną i niemożliwą do zignorowania, jak ludzie, którzy potrafią zacząć bójkę w barze bez powodu. Jej świat zbudowany jest z neonów, błyszczyku i popowych motywów, których Twoja mama na pewno nie powiesiłaby w salonie.
Jej prace żyją na styku blichtru i brudu. Jest w nich vintage’owa bezczelność pin up, uliczna energia i gładki, graficzny kop. Wyobraź sobie rozmazany tusz po północy, chromowane refleksy na cukierkowych ustach oraz świętych i grzeszników pod tym samym nimbem. Obrazy Shelly są jak stop klatki z uniwersum, w którym okładki tabloidów, komiksy i reklamy luksusowych marek stopiły się w jedno.
Najczęściej sięga po odważne kobiece postacie, przesadzone emocje i ikoniczne przedmioty. Serca, pigułki, aureole, noże, diamenty. Każdy motyw doprowadzony do granicy satyry. Każdy projekt ma uderzać natychmiast. Mocna sylwetka, wysoki kontrast i kolory, które bardziej przypominają cukrowy zastrzyk niż klasyczną paletę.
Dla Shelly Bombhsell to nie tylko pseudonim. To zasada stylu. Sztuka ma detonować, flirtować, grozić i puszczać oko jednocześnie. Jeśli nie czuć w niej odrobiny niebezpieczeństwa, to znaczy, że jeszcze nad nią nie skończyła.